filozofia życia,  szczęście

Miesiąc bez cukru. Przemyślenia o szczęściu bez uszczęśliwiacza

Maj był miesiącem bez cukru. Postanowienie to zaczęłam wraz z rozpoczęciem diety i ćwiczeń na siłowni. Waga bezwzględnie pokazała, że podjadam i wybiła rekordową dla mnie liczbę. To przelało czarę goryczy i postanowiłam „wziąć się za siebie”. 

Miesiąc bez cukru. Przemyślenia o szczęściu bez uszczęśliwiacza.

Pierwszy tydzień

Po przesłaniu trenerce zdjęć moich posiłków wyrok był bezwzględny. Za dużo węglowodanów, szczególnie chleba. Podjadam wafelki, cukierki i inne słodycze, a w drodze do pracy kupuję słodką bułkę. Nie odmawiam sobie, kiedy mam ochotę na słodkie.

Dostałam dietę. Początkowo, jak patrzyłam na porcje mówiłam w myślach, że głodowe i że chyba na nich szybciej umrę niż schudnę. Na pytanie co mam zrobić, kiedy będzie mi się chciało słodkiego dostałam odpowiedź: „napić się wody”. Co wywołało na mojej twarzy tylko śmiech. Ostatecznie stanęło, że mogę zjeść maksimum do trzech suszonych moreli jednorazowo, przy czym każdą mam przeżuwać tak długo jak się tylko da.

Nie było łatwo, nikt nie mówił, że będzie łatwo czyli tydzień pierwszy

W sumie pierwszy tydzień był tygodniem najtrudniejszym. Chodziłam głodna, organizm domagał się cukru, a na trzeci dzień detoksu byłam otępiała, ale jednocześnie rozdrażniona i płaczliwa. Koniec pierwszego tygodnia zbiegł się dodatkowo z PMSem przez co drażniło mnie prawie wszystko, nawet to, że mąż oddycha. Całe szczęście miałam wtedy wolne bo był długi weekend i mogłam nie wychodzić do ludzi. (Pisząc to mogę poinformować, że nikomu nie stała się krzywda). Dodatkowo chodziłam obolała bo zaczęłam ćwiczyć, a moje ciało nie było do tego przyzwyczajone.

Inni na detoksie

Podczas tego tygodnia zainteresowałam się cukrowym detoksem. Znalazłam kilka blogów i relacji osób podczas detoksu. Muszę przyznać, że nie spodziewałam się takiej reakcji mojego ciała, ale okazuje się, że objawy braku cukru w moim przypadku były typowe i każda z tych osób przechodziła podobną gehennę.

Tydzień drugi

Było już łatwiej. Szczególnie, że poprosiłam w pracy o niedokarmianie mnie słodyczami i nieproponowanie by nie wystawiać na próbę mojej silnej woli (słabej). Prośbę uszanowano. Przestałam też kupować suszone morele bo jak były w domu to dojadałam po posiłku. Pod koniec drugiego tygodnia miałam kryzys i kupiłam sobie paczkę moreli w drodze z pracy bo byłam bardzo głodna (wróciłam później do domu) i zjadłam ją całą na raz. Odchorowałam to bólem brzucha.

Tydzień trzeci

Wpadłam już w pewien rytm i muszę przyznać, że naprawdę nie jadłam słodyczy dopóki nie złapałam infekcji gardła i nosa. Było mi zwyczajnie źle i byłam obolała. Zjadłam pól batona muesli. Zrobiłam sobie także ciasto marchewkowe na płatkach owsianych zamiast mąki, bez cukru.

Wnioski podczas czwartego tygodnia

Moich kubków smakowych nie ruszają już kolorowe cukierki i batoniki. Została mi tylko ochota na ciasta. Uwielbiam cytrynową-limonkową tartę z włoską bezą albo sernik z kajmakiem. (bez rodzynek). Zaczęłam bardziej zwracać uwagę na to co jem. Dopytuję się szczególnie o ilość cukru w bułkach. Dowiedziałam, się np. że bułka żytnia zawiera 30% mąki żytniej reszta jest pszenna. Zaczęłam jeść już owoce. W tym tygodniu wrzuciłam w siebie jeszcze dwa cukierki czekoladowe i więcej nie mogłam zjeść bo mnie zamuliło. Wcześniej zjadłabym całe opakowanie i byłoby mi mało!

Cukier jest wszędzie…

Cukier jest w keczupie, musztardzie, sosach, smakowych wodach i bardzo często gotowych bądź półgotowych posiłkach. Co najciekawsze jednak, cukier jest także w lekach. Zwykła rozpuszczalna witamina C, którą piłam przy przeziębieniu miała w sobie sacharozę. Znajduje się więc w wielu produktach, o których nawet byśmy o to nie podejrzewali. Przybiera także różne nazwy: cukier, sacharoza, syrop fruktozowy, glukozowo-fruktozowy, glukoza, fruktoza, dekstroza czy melasa.

Wnioski po detoksie

Zauważyłam, że wiele produktów, które nie uważałam za słodkie zrobiły się słodkie. Tutaj mam na myśli keczup. Owoce, które wcześniej powiedziałabym, że są kwaśne okazują się słodkie np. truskawki czy pomarańcze. Jeśli chodzi o ciasto marchewkowe. Miałam zamiar zrobić zdjęcie, ale oszczędzę Ci czytelniku tego widoku. Bez cukru i z małą ilością oleju było suche i jednocześnie gumowe… nawet nie wiedziałam, że to możliwe. Uważam, że teraz świadomiej kupuję produkty i co najważniejsze nie mam napadów „ochoty na coś słodkiego”. Wręcz przeciwnie, kiedy widzę te napakowane chemią wafelki, aż mnie odrzuca. Za to cieszę się smakiem owoców.

Czy warto zrobić sobie cukrowy detoks?

Oczywiście, że tak! Początki będą trudne, ale warto. Przez miesiąc ćwiczeń i diety schudłam 3 kg! Wiem także, że odstawienie cukru miało na to ogromny wpływ. Smaki czuję mocniej i nie wrzucam w siebie słodyczy. Jem owoce, które stały się dla mnie słodsze i smaczniejsze. Nie mogę także zjeść tyle słodyczy co wcześniej.

Bilans cukru w maju:

-około trzech paczek suszonych moreli (jedna zjedzona na raz – fatalny błąd)

-pół batona muesli

-ciasto marchewkowe bez cukru, mąki pszennej i na łyżce oleju kokosowego

-dwa cukierki czekoladowe

-w czwartym tygodniu zaczęłam jeść owoce. Szczególnie truskawki.

Wszystkiego dobrego!

Joanna

 

%d bloggers like this: