szczęście,  wywiad

Szczęśliwy jak Szwajcar? – spostrzeżenia z wyjazdu do kraju gór i sera

Ser z dziurami, czekolada, góry, bogactwo, neutralność. Tak kojarzyła mi się Szwajcaria zanim miałam  możliwość spędzenia tam dwutygodniowego urlopu. Sama Szwajcaria z resztą od lat kojarzy się z wysoką jakością życia, a w 2017 roku zajęła pierwsze miejsce w badaniu na najlepszy kraj do życia.

Trochę informacji o Szwajcarii

Państwo składa się z 26 kantonów. Można powiedzieć, że kanton to takie „nasze województwo” z dużo większą „autonomią”. Co ciekawe w tym kraju są, aż cztery języki urzędowe, używane zwykle w zależności od regionu – niemiecki, francuski, włoski i retoromański. Przy czym nie ma absolutnie problemu z dogadaniem się po angielsku. Ze spraw gospodarczych to stopa bezrobocia wynosi około 3 %, zaś PKB na 1 mieszkańca – 42 003 dolarów (Polska 12 361). Według wielu raportów i opisów samego kraju Szwajcaria wyróżnia się otwartością, innowacyjnościa i solidnością wykonywanej pracy.

Pragnę podzielić się moimi spostrzeżeniami. Podkreślam, iż spędziłam w tym kraju dwa tygodnie jako turysta, ale będę się posiłkować również wspomnieniami i przemyśleniami mojego Męża, który przepracował tam około pół roku.

Szczęśliwy jak Szwajcar? – spostrzeżenia z wyjazdu do kraju gór i sera

1. Ludzie są uśmiechnięci

Ja: Na ulicach, w sklepach, czy wykonują prace porządkowe czy pracują w biurze, nie ma to znaczenia, oni się uśmiechają. Na początku nie zwracałam uwagi na ten fakt. Dopiero po powrocie do Polski zauważyłam, że to my, Polacy się nie uśmiechamy 🙁 Chciałabym znać ten fenomen chociaż, wiele razy już słyszałam, że oni po prostu mają pieniądze i się mają z czego cieszyć.

Mąż: Ludzie tam są uśmiechnięci zawsze i wszędzie. Tak jak w Polsce domyślnie na twarzach nie ma żadnych emocji, a na widok kogoś uśmiechającego się do nas, robimy się podejrzliwi, tak tam, kiedy się nie uśmiechamy, ludzie pytają się czy wszystko w porządku.

2. Są Szwajcarami, ale kanton to również ich ojczyzna

Ja: Wiele razy widziałam, że na zwykłych domach wiszą flagi. Obok flagi Szwajcarii znajdziemy flagę kantonu. Byłam w Bazylei, na tamtejszym herbie i fladze znajduje się zakrzywiony pastorał biskupi.

Mąż: Kantony można porównać do naszych województw, ale mają o wiele większą autonomię i często diametralnie różniące się prawa. Nic więc dziwnego, że Szwajcarzy przywiązują się do swoich kantonów i nerwowo reagują nawet na obiektywną krytykę ich mini-ojczyzn.

3. Język nie definiuje Cię jako obywatela tego kraju

Ja: Historia Polski sprawiła, że bardzo ważną wartością było uczenie języka ojczystego czyli polskiego. Łączyliśmy/bądź dalej łączymy nasz język z poczuciem przynależności do tego kraju. Generalizując jesteś Polakiem = mówisz po polsku. W Szwajcarii są cztery języki narodowe: niemiecki, francuski, włoski i retoromański. Przy czym angielski nie stanowi żadnego problemu.

Mąż: Ani język ani kultura nie definiuje Cię jako obywatela Szwajcarii. Ten kraj to jedno wielkie zbiorowisko języków i kultur. Ludziom to raczej nie przeszkadza.

4. Kościół jako muzeum

Ja: Muzeum Historyczne Bazylei mieści się w dawnym kościele. Miałam okazję zwiedzać. Pięknie urządzone i zaadaptowane. Zainteresowałam się tym i okazuje się, że od wielu lat przerabia się kościoły na budynki użyteczności publicznej z powodu braku wiernych. Miałam jednak wrażenie, że ludzie szanują się bardziej.

Mąż: Szwajcarzy to ludzie praktyczni. Kościół nie miał wiernych, więc przestał być kościołem i stał się obiektem użyteczności publicznej. Jak już wspominałem, to zbiorowisko kultur, czyjeś wyznanie, lub jego brak to prywatna sprawa. Nie ma mowy o utrzymywaniu pustego budynku, tylko dla tego, że to obiekt sakralny.

Basel Historical Museum

 

5. Szczęśliwy pracownik to wydajny pracownik? (relacja mojego Męża)

U szwajcarów musi być porządek. Tam donosicielstwo nie jest opieczętowane tak negatywnym znamionem jak w Polsce. Opierdalasz się w pracy? Kolega z biurka obok doniesie na ciebie. Ludzie przykładają się do tego co robią i czują się odpowiedzialni, byłem świadkiem sporów, kiedy to podwładny wytykał przełożonemu, że źle robi (szkodzi projektowi).

Szwajcarzy mają też trochę inne podejście do alkoholu w pracy. Oczywiście nie zobaczymy nikogo z puszką piwa, zamiast kawy, ale bardzo często ktoś z jakieś okazji przyniesie cos słodkiego i butelkę wina. Degustacja odbywa się w ramach drugiego śniadania, potem ludzie wracają do pracy.

6. Relacje między pracownikami (relacja mojego Męża)

Pracownicy dla siebie są wzajemnie mili i uprzejmi, ale konflikty między ludźmi są. Często i duże. Są jednak tematem tabu. Wszyscy wiedzą, że ten i ten się nie lubią, ale ogranicza się do obgadywania się za plecami. Jeśli konfilkt wyeskaluje do takiego poziomu, że ma wpływ na pracę projektu, firma potrafi wdrożyć do akcji mediatora. Poza tym ludzie są bardzo otwarci, zwłaszcza na nowe osoby w pracy. Często podchodzą pierwsze, żeby się zapoznać, często prowadzą small talk. Potrafią obdarowywać drobnymi rzeczami spontanicznie, w ramach sympatii. Kiedyś kolega specjalnie kupił mi ciastko w piekarni w trakcie przerwy obiadowej, bo widział, że od rana męczę się z dużym problemem, powiedział, że to zastrzyk energii dla mózgu.

7. Pensja a wydatki

Ja: Utarło się przekonanie, że w Szwajcarii zarabia się bardzo dużo. Być może po przeliczeniu na złotówki tak jest, jednakże wysokie są koszty życia. Z tego co zauważyłam szczególnie mięsa. Około 30 fr za kilo. Podobno jest to wynikiem restrykcyjnych przepisów dotyczących hodowli zwierząt. Szczęśliwe zwierzątko=smaczne mięsko?

Mąż: W Szwajcarii jest ustawowa pensja minimalna, ale jest ona kalkulowana dla każdego oddzielnie. Brane są pod uwagę wykształcenie, doświadczenie, branża. Każdego pracującego na pełny etat, nawet zamiatacza ulic, stać na utrzymanie się, łącznie z wynajęciem mieszkania. Mimo wszystko koszty życia są ogromne. Nawet przeciętny programista, mimo że mógłby samodzielnie utrzymać rodzinę 2+2 to było by to życie od pierwszego do pierwszego i pełne wyrzeczeń. Transport publiczny jest drogi nawet dla szwajcarów (bo turystów to już totalnie przyprawia o ból głowy). 100 km trasa pociągiem – 200 zł. 20 minutowy bilet na tramwaj – 20 zł. Kupno własnego domu lub mieszkania to sfera marzeń nawet dla bardzo dobrze zarabiających ludzi. Rynek nieruchomości jest tam ściśle kontrolowany, wydaje się bardzo mało pozwoleń na budowę. 40 metrowe mieszkanie w przeciętnej lokalizacji może kosztować nawet 800 tys zł.

8. Piękne widoki

Ja: Swoje dwa tygodnie spędziłam w Bazylei. Mimo, iż jest to miejscowość na północy więc nie nastawiałam się na góry to spotkało mnie niemałe zaskoczenie, a widoki były przepiękne. Wszędzie dookoła pełno zieleni, a teren jest pagórkowaty. Tutaj naprawdę muszę przyznać, że było co podziwiać i gdzie chodzić. To samo dotyczy się starego miasta Bazylei. Piękne zabytki. Wspaniale przechodziło się wąskimi uliczkami, podziwiając niskie kamieniczki. Wszystko zadbane i odnowione.

Mąż: Nawet dla takiego estetycznego ignoranta jak ja, Szwajcaria okazała się po prostu „ładna”. Do tego stopnia, że po powrocie do polskich miast, zacząłem dostrzegać ich mankamenty, przede wszystkim niespójną architekturę.

9. Moje własne spostrzeżenia

Podobało mi się. Nawet bardzo. Szczególnie architektura. Wszystko jest zaprojektowane ze zmysłem estetycznym. W Warszawie obok przedwojennej obdrapanej kamienicy stoi blok z wielkiej płyty pomalowany na jaskrawy kolor, a zaraz za tym wszystkim powstaje ogromny szklany biurowiec w odległości tak bliskiej, że z biura można oglądać telewizję u ludzi z bloku. W Szwajcarii nawet jeżeli coś jest nowobudowane musi wpisywać się w pewien schemat wyglądu. Ludzie są mili w sklepie, na ulicach. Było także zdecydowanie cieplej niż w Polsce. Mam szczerą nadzieję, że tam kiedyś wrócę!

10. Spostrzeżenia mojego Męża

Szwajcaria to stan umysłu. Tam ludzie zostawiają otwarte samochody z kluczykami w środku i idą na zakupy. Rowery, których jest tam mnóstwo stoją wszędzie i zawsze niezabezpieczone. Wszyscy, ale to dosłownie wszyscy (przynajmniej w miastach) mówią co najmniej 2, czasem 3 lub 4 językami. Policja jest bardzo pomocna, zwłaszcza na wszelkiego rodzaju dworcach – bardziej wydają się być mobilnym, uzbrojonym punktem informacyjnym, niż przedstawicielami władzy wykonawczej. Obcy ludzie mówią sobie na ulicy dzień dobry i życzą miłego dnia. Jednak nie każdemu może się to spodobać, nie wiem jak w innych miastach, ale Bazylea po godzinie 22 to miasto umarłych, wyłączane są nawet latarnie i fontanny, bo nie mają dla kogo działać. Próżno szukać przepełnionych klubów dyskotekowych. Wielu młodych ludzi uznaje to miasto za śmiertelnie nudne.

 

Jeżeli chciałbyś się czegoś więcej dowiedzieć o pracy programisty w Szwajcarii zapraszam Cię na bloga mojego Męża, gdzie popełnił o tym artykuł:

Praca programisty w Szwajcarii

kilka zdjęć z wyjazdu, od najwyższego: dworzec w Bazylei, jedna z uliczek Starówki oraz Ratusz Miejski Bazylei

Wszystkiego dobrego!

Joanna

 

 

Dodaj komentarz

%d bloggers like this:
Inline
Inline