szczęśliwa skóra
dobra książka

„Szczęśliwa skóra” Adina Grigore recenzja książki

Upraszając książka Adiny Grigore „Szczęśliwa skóra”  jest o pielęgnacji skóry. Naturalnej. Autorka w swojej książce obala kilka mitów o pielęgnacji. Główny mit jaki obala to, że potrzebujemy bardzo dużo kosmetyków do swojej pielęgnacji. Adina radzi by poszukać kosmetyków w kuchni: olej sezamowy, oliwa z oliwek  czy miód mogą zastąpić nawet najdroższe kremy. 

Co dało mi do myślenia po przeczytaniu książki?

W amerykańskiej rzeczywistości żywnością i kosmetykami zajmuje się FDA czyli Food and Drug Administration, które ma za zadanie nadzorować nad kosmetykami, perfumami i produktami higieny osobistej. Jednak nadzór ten jest dość ograniczony bowiem nie ustala on standardów bezpieczeństwa produktów jedynie doradza przeprowadzenie własnych badań. Oprócz barwników żaden inny składnik nie potrzebuje zgody FDA. FDA nie rejestruje też i nie licencjonuje firm kosmetycznych. Co więcej w przypadku jedzenia FDA może wycofać produkt, w przypadków zaś kosmetyków jedynie „poprosić” o ich usunięcie.

Kosmetyki w Polsce

Po tym fragmencie zaciekawiło mnie jak sytuacja wygląda w Polsce. Doprowadziło mnie to do spędzenia kilku godzin na studiowanie w internecie przepisów prawnych i tyle się dowiedziałam:

W Polsce sytuację kosmetyków reguluje ustawa z dnia 30 marca 2001 roku o kosmetykach. Początkowo wyjaśnia użyte w ustawie określenia: np. barwnik, producent, mieszanina itp. Według ustawy zakazane jest wprowadzanie do obrotu kosmetyków testowanych na zwierzętach lub zawierających składniki testowane na zwierzętach, kosmetyków zawierających substancje niedozwolone po przekroczeniu dopuszczalnej normy. Dopuszczalna zaś, jest obecność śladowych ilości substancji niedozwolonych jeżeli technicznie nie można ich wyeliminować w procesie produkcji.  Nie ma jednak podane ile to jest ta „,śladowa ilość”. Wedle tej ustawy został także utworzony Krajowy System Informacji o kosmetykach, gdzie gromadzone są dane i informacje o przypadkach zachorowań spowodowanych użyciem kosmetyków. System ten jest jednak dostępny tylko organom Państwowej Inspekcji Sanitarnej oraz podmiotom udzielających świadczeń zdrowotnych czyli np. lekarzom, stomatologom. W razie gdy wystąpi udokumentowany przypadek, że kosmetyk zagraża zdrowiu Główny Inspektorat Sanitarny podejmuje decyzję o czasowym zakazie obrotu kosmetykiem lub określa warunki jego obrotu, a taką informację wysyła do Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumenta. Nadzór nad przepisami ustawy sprawuje Państwowa Inspekcja Sanitarna oraz Inspekcja Handlowa. Kosmetyk wchodząc na polski rynek musi być zgłoszony do krajowego rejestru. Tyle z polskiej ustawy. Do której chętnych na dalsze zgłębianie wiedzy o polskim prawie kosmetycznym odsyłam do ustawy:

http://prawo.sejm.gov.pl/isap.nsf/DocDetails.xsp?id=WDU20010420473

Z racji jednak, że jesteśmy w Unii Europejskiej podlegamy też Rozporządzeniu Parlamentu Europejskiego i Rady (WE) nr 1223/2009 z dnia 30 listopada 2009 r. przed wprowadzeniem kosmetyku do obrotu, osoba odpowiedzialna (zwykle jest to producent) zobowiązana jest do przekazania Komisji informacji o danym produkcie, czyli notyfikacji produktu w europejskim Portalu Notyfikacji Produktów Kosmetycznych (CPNP). Zlazłam jednak informację, że (stan na marzec 2017 roku) nie ma kar w Polsce za sprzedaż produktów nie notyfikowanych w CPNP.

Jednak ustawa a praktyka? Niestety poza ustawą i nielicznymi artykułami o podrabianiu kosmetyków niewiele znalazłam o funkcjonowaniu tego w praktyce. Na stronie Uokik znalazłam jedynie informację o wynikach kontroli kosmetyków w zakresie znakowania i prawidłowości obrotu z 2008 roku.

Odstawić wszystkie kosmetyki na kilka dni

Autorce zdecydowane odstawienie w jednej chwili wszystkich kosmetyków wyszło na dobre. Przestała swędzieć i łuszczyć się skóra, dlatego też namawia innych do tego samego i zobaczenia skutków na sobie. Ja staram się odstawiać kosmetyki na weekend i u siebie zauważyłam poprawę wyglądu skóry. Nie potrzebowała też tyle nawilżenia. (pozbyłam się uczucia „za małej” twarzy). Eksperyment dla odważnych polecam 🙂

Jedzenie a skóra

Jesteś tym co jesz i nie ma w tym ani kszty przesady. Adina w swojej książce wyraźnie zaznacza, że nie tylko wszystko co jesz ma wpływ na twoje, życie ale także to co jadłaś kiedyś! Wspomniała tu płatki kukurydziane na mleku w liceum – „one dalej w Tobie są”. Jakoś ten fragment wyjątkowo zapadł mi w pamięć szczególnie, że płatki często jem do tej pory. To mój najszybszy sposób na śniadanie. Niestety pełne rafinowanego cukru… Adina namawia także na prowadzenie dziennika odżywiania jednocześnie zapisując w nim jak wygląda skóra. Omawia przykładowe dzienniki swoich klientów i sugeruje dietę eliminacyjną produktu, który wydaje się nam podejrzany jako sprawca spustoszenia na skórze.

Jakieś ale?

Jedyne ale jakie znalazłam to namawianie do mycia się samą wodą. Może gdyby to była źródlana, a nie chlorowana kranówka to może rzeczywiście wpłynęłoby na moją skórę pozytywnie. Wspaniała jest lista złych składników na której znalazło się np. parafinum liquid używane w dziecięcych oliwkach, a które jest pochodną ropy naftowej. Lista jest krótka i treściwa, wiele uświadamia o złych substancjach uważam, jednak, że za krótka i tych złych składników jest zdecydowanie więcej i mogło ich zostać więcej wymienionych.

Czemu ta książka jest warta przeczytania?

Według mnie zmienia nastawienie do pielęgnacji skóry. Wyjaśnia co szkodzi. Jak się nazywają niektóre składniki i które są dla nas szkodliwe. Autorka opisała też swój sposób na pielęgnację oraz zasugerowała co powinno się jeść przy czym urzekła mnie wspaniale zrobiona tabelka w jakich produktach możemy jakie witaminy znaleźć. Nie moge też zapomieć o dzienniku odżywania. Pozwala to na połączenie konkrentch składników i ich wpływu na skórę. No i przepisy jakie podaje na końcu książki na kosmetyki domowej roboty są warte wypróbowania. Naprawdę książka warta przeczytania 🙂

 

Mój ulubiony przepis z książki Adiny

peeling do ciała z zieloną glinką i zieloną herbatą

4 saszetki zielonej herbaty

około 2 łyżki zielonej glinki

około 1/4 szklanki

zielona glinka działa oczyszczająco a zielona herbata przeciwzaplanie. wody dodałam tyle by wyszła gość gęsta papka. pozwolilo to na zrobienie delikatnego dla skóry peelingu do ciała. Rzeczywiście moja skóra była miękka. I tak jak napisała Adina w swojej książce wanna była brudna ale dość szybko się spłukała.

 

Tego niestety w książce nie ma ale, moim hitem jest…

herbata z bratka. Piję taki napar wieczorem przed snem przez około miesiąc, aby dobrze przeprowadzić kurację, kiedy mnie wysyfiło. Herbata ta jest mocno detoksykująca więc na początku mnie wysyfia mocniej, ale potem niedoskonałości znikają.

 

Pozdrawiam

Joanna

 

Leave a Reply

%d bloggers like this: