relaksacja

Moja przygoda z medytacją

Jakie było kiedyś moje życie?

Lubiłam żyć intensywnie. Mieć wiele spraw i obowiązków. Nie umiałam przestać. Nowe kursy, szkolenia wszędzie musiało mnie być pełno, a najpiękniejsze dni to te, które były zaplanowane co do minuty. Nie umiałam odpoczywać. Moim odpoczynkiem był tylko sen, ograniczany mocno ze względu na narzucane przez samą siebie obowiązki. Czułam, że moje życie jest za intensywne.

Postanowiłam ćwiczyć jogę. Jednak nie w grupie, fitness studio itp. Tylko sama w domu przy filmiku instruktażowym z youtuba. Początkowo cieszyłam się, że robię coś nowego, jednak bardzo często myślami podczas tej jogi błądziłam przy rzeczach zapisanych na liście zadań.

Pierwsze próby z medytacją

Przeczytałam ogromną ilość artykułów m. in. ten. Jednak wciąż nie mogłam się przekonać. Wydawało mi się niezmiernie trudne takie siedzenie i próba myślenia o niczym. Siedzenie samej ze sobą było nudne. Odkryłam, że nie lubię być sama i nie lubię ciszy, a pozycja w której siedzę jest koszmarnie niewygodna! W dodatku miałam się wsłuchiwać w swój oddech… No kto to wymyślił?

Musiałam całkowicie zmienić podejście do medytacji. Zrobiłam ją na leżąco na macie do ćwiczeń. Żeby pozbyć się ciszy włączyłam relaksacyjną muzykę. Na youtubie można znaleźć mnóstwo utworów z szumem morza, padającym deszczem, harfą itp. To był strzał w dziesiątkę. Obecnie po już ponad pół roku medytowania robię ją także na siedząco w pozycji kwiatu lotosu i w ciszy. Wymagało to jednak spokojnego podejścia i nie wymagania od siebie na siłę od razu sukcesu. Ograniczyłam też ilość inicjatyw w które byłam zaangażowana. Pomogło. Żyję spokojniej.

Trzy największe korzyści, które przynosi mi medytacja

  1. Wyciszenie i ukojenie nerwów

Daję sobie chwilę na medytację i staram się wyciszyć swoje szargane całym dniem nerwy. Siedzę/leżę z zamkniętymi oczami i staram się wsłuchać w szum oceanu/deszczu (czasem kilka minut szukam odpowiedniego podkładu „pasującego” do mojego nastroju)

  1. Lepsze rozwiązywanie problemów

Pragnę pobyć sama dlatego „zaszywam się” w kącie/ na balkonie albo medytuję jak jestem sama w domu. Po takiej sesji mogę wrócić do zgiełku świata codziennego. Wtedy problemy wydają mi się prostsze.

  1. Zmniejszenie napięcia fizycznego

Zdarza się, że podczas medytacji nie siedzę/leżę w jednej pozycji, ale prostuję plecy. Rozluźniam ramiona. Troszeczkę się rozciągam. Oczywiście nie zastąpi to prawdziwego treningu fizycznego, ale zawsze „po”, czuję, że moje ciało jest zrelaksowane.

Są oczywiście inne korzyści płynące z medytacji dla mnie najważniejszym, było zwiększenie produkcji serotoniny odpowiedzialnej za poczucie szczęścia czy wspomaganie systemu immunologicznego. Mając tą wiedzę (ogólnie dostępną w internecie) przy gorszym samopoczuciu, kiedy czuję, że mnie „rozkłada” staram się wyciszyć i wspomóc mój organizm w walce z infekcją. To duży postęp ponieważ kiedyś, jak tylko czułam, że mogę być chora to wpadałam wręcz w panikę. Brałam od razu sporą dawkę aspiryny, żeby przywalić chorobie „z grubej rury”. Bo przecież nie mogłam być chora. Beze mnie świat by się zawalił, a moje terminy, inicjatywy, rzeczy do zrobienia piętrzyły by się w zawrotnym tempie.

Teraz jestem spokojniejsza i zdrowsza, uważam, że medytacja działa, dlatego warto jej spróbować. Oczywiście na swój sposób.

Joanna

%d bloggers like this: